Covid czy nie Covid?

19 październik
Wróżka Milena pisze..

Covid czy nie Covid?

Covid czy nie Covid? Oto jest pytanie

– Pani Milenko co też Pani. I Pani też o tym Covidzie? Nie ma większych problemów niż ten cały Covid ?

– Milena rzuć no kartami czy ja oszaleję przez tego Covida bo już mam tak dość siedzenia w domu ze starym. No zwariować można dlatego serio zobacz proszę Cię co mnie czeka.

– I przyjechali z Austrii z nart i kilka dni później On na sygnale do szpitala i że się dusi a zdrowy był i lekarz. Niech Pani zobaczy czy On będzie żył ? Ma Covida? Będzie kwarantanna?

– Pani Milenko Pani to potrafi wszystkich zdołować. Pani to chyba nie zależy bo tak Pani wprost a człowiek potrzebuje nadziei.

 

Nadzieja,

Byłyśmy pełne nadziei. Obie jakby na rozstaju dróg ale tymczasem wpatrzone w cudowny widok za oknem. Pamiętam jakby to było wczoraj. A ile to już lat minęło? 9 a może 7? Nie mam pamięci do dat bo czasem to lepiej nie pamiętać zbyt dokładnie.

–  Czyż nie jest tutaj pięknie? – rzuciła pytanie jak najbardziej retorycznie Ewa. Tak zielono a blisko Warszawy. Będzie rzut młotem do TV -snuła dalsze plany Ewa.

–  Tak, pięknie-rozmarzyłam się – i pachnie lasem. Ale to bez sensu- stwierdziłam z żalem. Nie mam prawka jazdy. Nie damy rady z Córkiem we dwie same samiusieńkie tutaj na Końcu Świata i jeden dzień dalej. Poza tym ten dom jest taaaki duży. Jak toto ogrzać? To będzie kosztowało masę pieniędzy.

 

Pieniądze,

– Pieniądze, damy radę no proszę Cię. Kto jak nie my? -stwierdziła z wiarą Ewa. – Ja wezmę ten dom Ty ten obok – jest wolny. Albo tamten ? Będziemy sąsiadkami. Była pełna energii i wiary w swój plan. Hmm 12? Czy 13? A może 4? Jak myślisz? Który numer domu będzie najlepszy?

Stałam zamyślona i patrzyłam w dal. Tak bardzo chciałabym zamieszkać w  domu pod lasem. Ewa ale Kto toto będzie odśnieżał? Wyobrażasz sobie co będzie w zimie. Nie no bez sensu. Iza będzie miała za daleko do szkoły.

-Kupimy łopaty. Damy radę. To TYLKO 50km od Warszawy. Będę wozić codziennie Izę do szkoły.

– Tia przez kilka dni -mruknęłam zniechęcona -A co potem? Ewa to jest AŻ 50 km o Wawy a Iza lubi pospać to się nie uda. Bez kart. Westchnęłam. Ale masz rację jest pięknie. 12  to na chorobę dobre i 13 brr. Lepiej 4.

-Najwyżej zrobisz prawko. Ten dom tutaj jest dla mnie idealny a tamten dla Ciebie. Miasteczko jest super zobaczysz.

– Ewa a co zrobisz jak plany zawiodą?  Co za parę lat? Nie boisz się tak daleko i taka sama? Wszędzie daleko, duże koszty. Marzenia…

 

Marzenia,

– To wrócę. I tyle – rzuciła lekko rozmarzona Ewa
– Popatrz ile miejsca na ogród. Jest tak pięknie. I ten las.

– Mama to będziemy tutaj mieszkać? -zapytała Iza patrząc na mnie oczami kota ze Shreka. Byłoby super zamieszkać w takim domu. Dzieciaki i ich proszący wzrok bezcenne. Wpatrzeni we mnie czekali co powiem.

– Ciocia nie ma prawka i my z Izą to musimy gdzieś bliżej centrum Wawy.  Najlepiej by było bliziutko Liceum Sempołowskiej a to na Żoliborzu. Ewa wiesz, że boję się jeździć. To bez szans. Rodzice zginęli w wypadku i przecież wiesz, że mam bloka na prawko. Jak widzę autobus wyjeżdżający z naprzeciwka to odruchowo zamykam oczy. Bez sensu.-Przekonywałam bardziej siebie niż Ewę. Tak bardzo chciałam wtedy zmienić wszystko. Taki był plan. Wyjechać i zapomnieć, rozwód, ból.

 

Ból,

Co było potem? We wtorek były egzaminy a może to była środa? Nie pamiętam. W piątek zmarła Mama. (Miałam szczęście w nieszczęściu, że mnie przygarnęli. Wiem, że to brzmi dziwnie ale tak myślę zawsze. Miałam tylko 3latka. Pamiętam chociaż nikt mi nie wierzy. Fotele miały żółte narzuty takie kudłate ni to baranek czy cuś. – I teraz będziesz mówiła do Cioci – Mama. Powiedział Wujek albo Ciocia. Czy to ważne? Ważne, że tak będzie lepiej dla Ciebie i Krzysia.)

 

Krzysiu,

-Tata pijany przyjeżdżaj – krzyczał w słuchawkę. Musisz przyjechać. Gdzieś poszedł i nie wiem gdzie. Wsiadam w taksówkę i jadę. Jestem na Krzysia wściekła. I na tatę i na los. Okrutny los.

Chichot losu

Katowice zakorkowane a ja cała drżę. Nogi mam jak z waty. To wszystko jest bez sensu. Tata sam to rozpije się na maksa. Nie możemy teraz wyjechać. Nie możemy zmienić życia teraz. Może kiedyś wrócę do swoich planów.

-Dostałam się -oświadczyła Iza.

-Córek wielkie gratulacje.  Babcia by była taka z Ciebie dumna. Jutro stypa -pomyślałam.

-Mamo zostańmy. W Kato też jest LO  z francuskim wykładowym. No ale już nie przy ambasadzie. Zmiana planów.

Plany,

są po to aby je zmieniać. Ale uwielbiam od zawsze planować. Mam mocne 4 w dacie. Siedzę przy biurku w pracy i zniechęcona spoglądam za okno. No widocznie to jeszcze nie  teraz było mi pisane -myślę. Wiele bym dała aby jednak dzisiaj móc pojechać na ten casting. Eh co mi te karty pokazały. W torebce zawsze mam karty. Jest 10 nie ma szans nie zdążę. Casting jest od 14 ale nie wiadomo do której. Co mi te karty..

– Audytu dzisiaj jednak nie będzie. W drzwiach stanęła uradowana Kiero. Wracamy do pracy.

Karty jednak miały rację. Radość, stres, decyzja, wystrzeliłam z banku jak strzała, taxi, remont drogi, śnieg, kozaki, bieg.

 

Bieg,

rany jak ja w tych kozakach na szpilce dobiegnę i się nie zabiję i zdążę do pociągu -to znaczy że jest mi TO pisane. Wpadłam i drzwi się zamknęły. Tuż za moimi plecami. A ja nawet adresu nie mam, brak netu w telefonie. Uff jest.
To gdzie ten casting?

Casting,

Tłumy w korytarzu. Widzę kobietę w powłóczystych szatach, stoją grupkami i siedzą pod ścianami. Ja w ręku z pracową teczką czuję się z innej bajki. Większość ubrana na czarno tak bardziej magicznie. W różnym wieku ale wszyscy na równi podekscytowani. Na drzwiach wisi lista trzeba się wpisać do kolejki.

Ewa,

siedziała na fotelu otoczona innymi wróżkami. Burza jej rudych jak ogień włosów. Była taka piękna i pełna energii. I miała cudownie dźwięczny głos. W granatowej bluzce i spódnicy. To czysty jedwab. Mawiała była, że jedwab dodaje energii. Jest idealnym materiałem dla Wróżki.

– Jestem Ewa

Spojrzałam na nią i moja pierwsza myśl – Ma włosy jak koszula Wróżbity Marcela . Takie pomarańczowe.  Lubię kolor pomarańczowy dlatego, że według Feng Shui to kolor wspierający zdrowie.

Jedna z wróżek wstała i zwolniło się miejsce na przeciwko.

-Pani to wygra. – stwierdziłam siadając. I patrząc jej w oczy. Karty miałam w rękach.

-Na prawdę tak Pani myśli? Postawiła Pani na mnie karty? Zobaczyła w kartach?

-Nie. -odparłam. Tak uważam, tak poczułam po prostu ale mogę Pani postawić.

-Super. A ja postawię Pani. Który ma Pani numer? Ja 17.

Spojrzałam na nią i stwierdziłam-17 to Gwiazda. Wygra to Pani. Jest Pani jak stworzona do TV. Mój numer na liście to 34.

-OO jak podwójna Gwiazda. Niesamowite prawda? -odparła. Dwie gwiazdy jakby. Przez głowę przemknęła mi myśl, że będę dłużej czekać po prostu.

 

Czekanie,

-To poczekam na Panią. Tylko troszkę źle Pani wygląda w tym garniturze. Spojrzała krytycznie na mnie jakby spod byka.

– Proszę ściągnąć marynarkę, podwinąć rękawy, rozpiąć koszulę – Jej słowa były niczym strzały z pistoletu maszynowego. Takie ostre i do celu.

-O tak już lepiej. Uśmiechnęła się a Jej oczy błysnęły niczym gwiazdy.

Gwiazda,

Postanowiłam cyknąć idealną fotkę na instagram. Rozłożyłam prześcieradło kąpielowe. Mama zawsze powtarzała, że na plażę to najlepiej prześcieradło bo nie łapie tak piachu. I cudownie tak leżeć na delikatnym prześcieradle zamiast na szorstkim ręczniku. Zrzuciłam pareo. Wyjęłam karty.

Wypadła gwiazda. Poczułam chłód. Pierwsza myśl. Gwiazda to płuca. Taka piękna karta a jaka bywa zdradliwa. Ale gwiazda to też nadzieja.

Nadzieja,

Leżałam w łóżku patrząc w sufit. Myśl goni myśl dlatego było nie jechać nad to morze. Ale tak bardzo chciałam. Wszystko mnie boli, ciężko się podnieść, oddychać. Mam wszystkie objawy Covida ale mam katar. Uff katar. Zawsze jest nadzieja, że karty nie mają racji. No ale dla mnie moje karty jeśli chodzi o horoskop to idealnie się sprawdziły.-Pomyślałam ciut jakby z przekąsem. Dlaczego wszystko co złe tak najszybciej się sprawdza? Niestety. Ano. Byle do września. Nie lubię stawiać horoskopów bo jak jest wszystko dla wszystkich to jest do niczego. Nikt niby nie lubi a wszyscy je czytają. Stawiam jednak czasem. I coś w tych horoskopach jest.

Karty kartami a życie życiem. Grypa czy covid? Pewnie jakaś mutacja. Najważniejsze zadbać o odporność to ważniejsze niż sama choroba.

Choroba,

to czego się boimy to przyciągamy, dlatego przed laty odmawiałam zwłaszcza na wizji w TV stawiania kart na zdrowie. Bałam się po prostu bo przede wszystkim trzeba mieć siłę, aby unieść odpowiedzi z kart.

Wiedzieć to połowa sukcesu dlatego trzeba jeszcze mieć siły działać.
Zawsze powtarzam nie pytaj kart kiedy nie jesteś w stanie unieść odpowiedzi.
Karty nie są pocieszycielem co więcej pokazują bywa, że okrutnie bo wprost.

Witamina C, lizyna, cynk. Morze. Było pięknie ale życie to nie bajka. Mogłam nie jechać nad to cholerne morze. Mogłam…..

Dlatego gdyby można było cofnąć czas..

Czas,

Plany, moja Prababcia przed laty mawiała :

”Jeśli chcesz rozbawić Boga to powiedz mu o swoich planach”

 

ale czy na pewno?

Wróżka Milena Radomiła

 

 

PS. Imiona zostały celowo zmienione.

 

 

Call Now Button