Wirus miłości

14 kwi
Wróżka Milena Radomiła pisze..

Wirus miłości

Tak właśnie. Wirus miłości zagościł w naszym domu.
Pytacie co u mnie i dlaczego nie piszę ale uwierzcie, że w
myślach piszę każdego dnia, co więcej to chciałam nie pisać
o tym tylko przeczekać, ale nie umiem.

 

Jest ciężko

i to bardzo, a serce mi pęka. Już nawet nie mam siły płakać bo co mi to da?
Powtarzam sobie, że trzeba walczyć i wziąć się w garść.
Muszę przecież pracować, aby zarobić na leczenie.
Jak nie ja to Kto? Zawsze trzeba mieć nadzieję i liczyć na CUD co
więcej każdy dzień w tej sytuacji jest cudem.

 

Od zawsze,

w moim życiu było jakieś zwierzątko: psy, chomiki i rybki.
Nigdy nie miałam kota bo Mama ich nie lubiła.
Mówiła, że kotom nie można ufać bo nie tylko są zdradliwe i
chodzą swoimi drogami ale też, że nie przywiązują się do ludzi
tylko do miejsca dlatego wolała psy.

 

Lusio,

Czarny, zezowaty zwany Zezolem z krzywym zgryzem do tego
chudzinka, ale jak tylko otworzyli klatkę wtulił się całym
sobą w ramiona mojej Córek.
Śmiałam się, że od razu wyczuł Kto tu rządzi.
A że wiadomo – wróżka powinna mieć czarnego kota dlatego
został wybrany i pokochany.
Córek zmieniła mu imię z Zezola na Lusia.

 

 

Nazywałam

go czasem Lucyferem, zwłaszcza kiedy fruwał mi w
nocy nad głową i wtedy bywało straszno i śmieszno.
Czyżby polował na mnie?
Lusio był niesamowitym kotem, który rozmawiał, normalnie odpowiadał
co więcej to było widać po nim, że rozumiał co się do niego mówi.


Ból

ogromny bo Lusio odszedł do Krainy Wiecznych Łowów, ale
wierzę, że tam fruwa i jest szczęśliwy. Myślę o nim każdego dnia.


Zuzia

nazywana w schronisku była Nuką.
Pewnego dnia zobaczyłam ją na FB, była maleńka, szara kruszynka
z ogromną, okropną, wybałuszoną raną zamiast oka.
Zdjęcia były tak drastyczne, że nikt jej nie chciał.
Miała mieć operację usunięcia oka i małe
szanse na przeżycie bo bakterie, bo schronisko, bo.


Pomyślałam

to tylko jedna miska więcej, więc damy radę
a i Lusiowi będzie raźniej.
Nazwiemy ją Zuzia zdecydował mój Córek

 

„Zuzia lalka nieduża i na dodatek cała ze szmatek
oczy ma jak 5 złoty… „

 

Oczy,

duże jasnozielone oczy pełne bólu i rezygnacji.
Powinnam na FB zablokować te wszystkie schroniska i
organizacje. Mam już dwa koty i nie dam rady – przekonywałam
samą siebie. Wtem, Trójkolorowa, przepiękna taka milusia ale
już starsza. No nie dam rady. Na co mi trzeci kot?? – myślałam.
Mało mam problemów?!

 

Tri,

mamo to idiotyczne imię-nazwijmy ją Mila – postanowiła moja córa.
Mila – bardzo wycofana, praktycznie nie adopcyjna – mówili.
Miała z boku ranę. Była bita? podpalana? Bała się bardzo.
Kilka miesięcy spędziła za kanapą. Bywało, że sikała gdzie popadnie.
Głównie gdzie nie powinna. Koszmar.
Walczyłyśmy o jej zaufanie każdego dnia i ze sobą aby z niej
nie zrezygnować. Na przekór kartom.

 

Karty,

moje koty są magiczne, mają MOC. To koty wróżki.
Kładą się na karty i przybiegają kiedy słyszą, że wróżę.
Lubią mnie słuchać i osób którym wróżę.
Jest taka legenda, że zwierzęta a szczególnie koty właśnie – zabierają
ludziom chorobę. Z miłości.
Odchodzą aby ocalić ukochanych opiekunów.
Może Twój kot, pies….
Pamiętaj o tym.

 

Wirus miłości,

czytam w Internecie: „Wirus białaczki nazywany jest często „wirusem miłości”.
Bowiem koty zarażają się najczęściej poprzez wspólną pielęgnację, lizanie się,
czyszczenie np. matka-nosiciel często zakaża swoje kocięta już w pierwszych
tygodniach życia. Ogólnie zakażenie może mieć miejsce w przypadku
zdrowego kota: ze śliną, tutaj jest najwięcej wirusa, dlatego pielęgnacja
jest najczęstszym sposobem przeskakiwania wirusa z kota na kota.
Także wspólne miski mogą być potencjalnie groźne bardzo niebezpieczne
są pogryzienia, z wydzieliną z nosa np. podczas kichania, z moczem
i kałem kuweta może być potencjalnym miejscem zakażenia.”

 

Objawy

 

„W przypadku gdy nosicielem wirusa jest ciężarna kotka, wirus
może przeniknąć do macicy i zakazić płody. Jeśli niektóre urodzą
się zdrowe mogą zarazić się później z mlekiem matki lub podczas
codziennej toalety. Ogromny wpływ na dalszy los kota, który ma
wiremię, ma jego wiek. Najbardziej wrażliwe na zakażenie są
młode koty – do 16 tygodnia życia. (…)
Objawy choroby pojawią się dopiero po kilku latach.”

 

Loteria życia,

bo każdy dzień w „normalnym” domu dla kotka ze schroniska
to jak wygrana na loterii życia-usłyszałam od Pani Weterynarz.
Czy było warto je przygarnąć?
Tak. Całą trójkę. Bardzo warto. Pomimo.
W przyszłym tygodniu kolejna seria zastrzyków dla Zuzi.
I myślę, patrząc w gwiazdy oczami pełnymi bólu:
Jaka jest cena miłości?


Karty

I nie patrzę w karty. Nie chcę osłabiać energetyki…
Czasem lepiej nie wiedzieć.
Zawsze powiadam: Zapytaj moje karty tylko o to
co jesteś w stanie unieść.
Karty to nie pocieszyciel.  One bywają wręcz okrutne w
swoim pokazywaniu prawdy: szczerze, bezwzględnie i wprost.

 

Ale czy na pewno?

 

Wróżka Milena Radomiła

Call Now Button